Poproszona o zeznania, Vanessa szybko się otrząsnęła.
„To był wypadek. Właśnie odwoził mnie do domu po rodzinnej kolacji”.
„O drugiej w nocy?” – zapytałam.
Jej spojrzenie się wyostrzyło.
Marcus próbował usiąść. „Eleno, możemy porozmawiać prywatnie”.
„Moglibyśmy” – odpowiedziałam. „Ale szczerość nigdy nie była twoją mocną stroną”.
Na jego twarzy pojawił się strach.
Dobrze.
Bo trzy godziny wcześniej mój prawnik przesłał mi pełny raport. Nie dość, że byli w to zamieszani za moimi plecami – okradali też fundusz powierniczy mojej matki, ten, którym zarządzałam na jej opiekę medyczną.
Myśleli, że tego nie zauważę.
Myśleli, że zmęczenie czyni mnie nieostrożną.
Myśleli, że miłość mnie zaślepia.
Vanessa nachyliła się. „Cieszysz się tym”.
„Pracuję”.
„Zawsze byłaś dobra w służeniu ludziom”.
„I zawsze byłaś dobra w odbieraniu tego, co nie twoje” – powiedziałam.
Jej wzrok powędrował na naszyjnik.