Zszedłem ze sceny. Lily podbiegła i objęła mnie za nogi.
„Dobrze ci poszło, mamusiu?”
„Dobrze, kochanie” – powiedziałem, podnosząc ją. „Chodź. Chodźmy do domu”.
Wychodząc, minąłem tacę z szampanem. Elena trzymała ją w dłoni, z pochyloną głową, unikając mojego wzroku.
Zatrzymałem się.
Wyciągnąłem rękę i wziąłem kieliszek.
„
„Dziękuję” – powiedziałam grzecznie.
Elena podniosła wzrok, ze łzami w oczach. Wyglądała, jakby chciała przemówić, przeprosić, błagać.
Nie czekałam. Odwróciłam się i wyszłam na chłodne nocne powietrze, trzymając córkę za rękę, zostawiając pasożyty, by żerowały na strzępkach przeszłości, a ja ruszyłam w przyszłość, którą zbudowałam własnymi rękami.
Koniec.