Mieszkanie Valerie w Bellevue wyglądało drogo, dokładnie tak, jak ostrzegały mnie wyciągi bankowe. Łóżeczko orzechowe na zamówienie. Beżowa sofa przypominająca chmurkę. Świeża, przesadnie droga peonia.
s.
Moja mama otworzyła drzwi, pachnąc mocnymi perfumami i z dumnym uśmiechem. „Claire. Udało ci się”.
Valerie siedziała dostojnie na kanapie, Matthew wtulił się w jej ramiona. Wyglądała pięknie i wyczerpana, promieniejąc tak, jak ludzie promienieją, gdy są chronieni przed konsekwencjami swoich wyborów.
Wtedy Derek wyszedł z kuchni, trzymając dwie szklanki wody z lodem.
Zamarł. Szklanki drżały mu w dłoniach. Twarz Valerie zbladła.
Pozwoliłam, by dusząca cisza się przeciągnęła. Potem się uśmiechnęłam.
„Myślałam, że utknąłeś w pracy, Derek”.
On pierwszy się otrząsnął. „Claire… Wpadłem szybko. Dzwoniła twoja mama i powiedziała, że Valerie potrzebuje pomocy przy przeniesieniu komody”.
„Naprawdę?” Spojrzałam na mamę, która nerwowo drżała.
Derek podszedł bliżej, a jego głos osłabł. „Czy możemy wyjść na zewnątrz i porozmawiać?”
„Nie”.