Ani lodowatego wiatru za szpitalem.
Ani niepokoju.
Tylko spokoju.
A przed zaśnięciem, po raz pierwszy od lat, nie myślałam o tym, czego mi jeszcze brakuje.
Myślałam o tym, co w końcu stało się całością.
„Udało nam się, córko” – wyszeptałam w ciemność.
Z drugiego pokoju dobiegł mnie jej głos, tak delikatny, jak wtedy, gdy była dzieckiem:
„Udało nam się, mamo”.
I po raz pierwszy… przyszłość nie budziła już żadnego strachu.