„Potem pójdziemy obejrzeć lokal. Potem wybierzemy zasłony. Potem zdecydujemy, czy wstawić okrągłe, czy kwadratowe stoły. Potem… nauczymy się odpoczywać”.
Pokręciłam głową, uśmiechając się przez łzy.
„Z drugiej strony… to będzie trudne”.
„Do tego też potrzeba odwagi, mamo”.
Wzięła mnie w ramiona.
I w tym uścisku zrozumiałam coś, o czym nigdy nie miałam czasu myśleć:
Nie tylko wychowałam wspaniałą kobietę.
Wychowałam kogoś, kto nie zapominał.
Tej nocy nie przygotowałam cukru. Nie przepłukałam termosów. Nie sprawdziłam reszty. Nie spojrzałam na zegarek, już obliczając, ile mi zostało snu.
Położyłam się spać.
I chociaż ciało nakazywało mi wstać, chociaż przyzwyczajenie ciągnęło mnie jak zawsze… Trwałam w bezruchu.
Wpatrywałam się w sufit.
Słuchałam.
Nic.
Ani czajnika.
Ani porannych autobusów.