Po prostu żyją dalej i czasami to wystarcza, by wszystkich pociągnąć do przodu.
Lata później, kiedy Mateo idzie do przedszkola, Mercedes nalega, żeby pójść z tobą na pierwszy dzień szkoły. Ma na sobie swój szary szal, mimo że jest ciepło i przynosi wszystkim chusteczki.
Udajesz, że ich nie potrzebujesz.
Potrzebujesz trzech.
Mateo wchodzi do klasy z plecakiem, który jest dla niego za duży. Zanim wejdzie, odwraca się, podbiega do ciebie, przytula twoje nogi, a potem biegnie do Mercedes i przytula również jej.
„Pa, tato. Pa, Meme.”
O mało nie mdleje z radości.
Trzymasz ją za łokieć.
„Uważaj.”
Ociera twarz.
„Całe życie czekałam, aż ktoś mnie tak będzie potrzebował.”
Patrzysz przez okno na swojego syna.
„Potrzebował cię, zanim zdążył się odezwać.”
Odwraca się do ciebie.
„Ty też.”
Chcesz się kłócić.
Nie chcesz.
Bo ma rację.
Oddałeś jej Mateo, bo myślałeś, że umiera z samotności.