Ściska cię w gardle.
„Kto go wygrawerował?”
„Twoja matka” – mówi Mercedes.
Podnosisz wzrok.
„Dała mu go na Boże Narodzenie, zanim umarł”.
Trzymasz zegarek, jakby był żywy.
Tej nocy, po tym jak Mateo zasypia, siadasz sama przy kuchennym stole i kładziesz zegarek obok listu matki.
Przez lata twoja przeszłość była zamkniętym pokojem.
Wtedy sąsiad otworzył go słowami, których nigdy nie miałaś usłyszeć.
No te preocupes. Hoy tampoco sospechó nada.
W tamtym momencie te słowa brzmiały jak zdrada.
Może i tak było.
Ale były też szczeliną, przez którą wkradła się prawda.
W następną niedzielę zapraszasz Mercedes i Elenę na kolację do swojego mieszkania. Źle robisz makaron, przypalasz chleb czosnkowy i zamawiasz pizzę, gdy Mateo oznajmia, że makaron „wygląda na zmęczony”.
Mercedes śmieje się, aż kaszle.
Elena mówi, że Gabriel też kiedyś zepsuł makaron i nazwał go „włoską owsianką”.
Wszyscy się śmiejecie.
I tym razem śmiech nie wydaje się skradziony zmarłym.