Artur po prostu go ujawnił.
„Natalie chciała, żebyś wiedział”, powiedział cicho Arthur, „że nie przegrałeś z powodu moich pieniędzy. Przegrałeś z powodu swojego charakteru”.
Oczy Granta piekły boleśnie.
„Czy mogę do niej napisać?”
„Nie”.
„Czy mogę przeprosić?”
„Możesz stać się mężczyzną, który rozumie, dlaczego przeprosiny nie dają mu prawa do przebaczenia”.
Grant powoli opuścił rękę.
Artur wstał i założył z powrotem kaszkiet.
„Teraz coś buduje” – powiedział. „Coś znaczącego. Coś, co pomaga kobietom, które były niedoceniane i odrzucane. Staje się tym, kim była, zanim przez pięć lat robiła się dla ciebie mniejsza”.
Grant przełknął ślinę. „Powiedz jej, że mi przykro”.
Artur zatrzymał się przy drzwiach.
„Myślę, że kiedyś” – powiedział – „możesz naprawdę żałować. Ale teraz najbardziej żałujesz, że drzwi zamknęły się, zanim zdążyłeś przez nie przejść”.
Strażnik odprowadził Granta z powrotem do celi.
Tej nocy nie spał.
Myślał o drzwiach.
Tych, które Natalie otwierała za każdym razem, gdy mu wybaczała.
Tych, które Arthur otwierał z pięćdziesięcioma tysiącami dolarów.
Tych, które Vanguard otwierał z
Kiedy go awansowali.
Ten, który sala sądowa zamknęła uderzeniem młotka.
Każde otwarte drzwi uważał za dowód, że zasługuje na miejsce za nimi.
Ani razu nie zatrzymał się, żeby zapytać, czy rzeczywiście zasłużył na klucz.