Wiedziałam, jaka jest Kasia. Kasia mieszkała w Gdańsku, pracowała w urzędzie, miała swojego chłopaka i swoje zasady. I Kasia powiedziałaby dokładnie to, co ja myślałam, tylko głośniej.
Tadeusz złożył serwetkę. Powoli, starannie, jak zawsze, kiedy zbierał myśli. “Synu, to mieszkanie jest też częścią spadku po nas. Twojego i Kasi. Nie podpiszę niczego przy kolacji, bez rozmowy z córką i bez zastanowienia.”
Marcin poczerwieniał. “Tato, to nie tak. Ja nie chcę was okraść. Ja chcę, żebyśmy wszyscy mieli lepiej.”
“Wiem, że chcesz” – powiedział Tadeusz. I zabrzmiało to dziwnie miękko jak na niego.
Wracaliśmy do domu tramwajem. W milczeniu. Tadeusz trzymał mnie za rękę, co robi tylko wtedy, kiedy jest poruszony. Na trzecie piętro weszliśmy wolno, odpoczywając na każdym podeście. W mieszkaniu pachniało tymi samymi meblami, tą samą tapetą, tym samym życiem.
Usiadłam w kuchni i zapaliłam światło nad blatem. Tadeusz postawił czajnik.
“Wiesz co jest najgorsze?” – odezwałam się. “Że on ma trochę racji. Te schody. Ta kuchnia. To mieszkanie jest za duże dla dwóch osób.”
“Ma trochę racji” – zgodził się Tadeusz. “Ale nie miał prawa robić tego przy kelnerze i świeczkach.”
I w tym zdaniu mieściło się wszystko. Nie to, że syn chciał naszego mieszkania. Nie to, że planował z żoną za naszymi plecami. Ale to, że wybrał restaurację, bo wiedział, że przy kelnerze nie będziemy krzyczeć. Że zamówił nam krem z borowików, zanim wyłożył papiery. Że obliczył nas – jak Agnieszka oblicza metry kwadratowe w swoich tabelach.
Nie zadzwoniłam do Kasi tego wieczoru. Nie miałam siły tłumaczyć. Zadzwonię w weekend, spokojnie, bez emocji. Opowiem jej wszystko i posłucham, co powie.
A formularz pełnomocnictwa leżał pewnie w szarej teczce, w samochodzie Marcina, pod siedzeniem pasażera. Czekał. Ja też czekałam – tylko nie wiedziałam jeszcze na co.
Herbata ostygła, zanim ją wypiłam. Za oknem Olsztyn układał się do snu, blok za blokiem, okno za oknem. Trzydzieści pięć lat tych samych widoków. I nagle nie byłam pewna, czy chcę je chronić, czy już dawno powinnam je puścić.