„Léa, będziesz niesamowita!”
„Jeśli to podpiszesz, zostaniesz gwiazdą firmy”.
„Szczerze mówiąc, najwyższy czas dać szansę komuś młodszemu”.
„Z Antoine’em i Léą na pewno się uda”.
Wpatrywałam się tępo w ekran.
Potem wyciszyłam telefon.
Kontynuowałam sprzątanie.
Wypełniłam torbę drogimi garniturami, które kupiłam na spotkania, na których nikt nigdy nie patrzył mi w twarz, tylko na efekty, które osiągałam.
Schowałam wysokie obcasy, znoszone od biegania między Saint-Lazare, La Défense i salami konferencyjnymi.
Opróżniłam szufladę pełną torebek herbaty, kawy rozpuszczalnej i batonów energetycznych, których używałam, żeby mieć siły na nocnych zmianach.
„W ciągu jednego popołudnia w moim mieszkaniu nie pozostał prawie żaden ślad po tej firmie.
O 17:00 mój telefon znów zawibrował.
Na czacie grupowym Léa właśnie wysłała zdjęcie.
Ogromną butelkę szampana.
W tle widać było wieże La Défense i logo centrum konferencyjnego.
Napisała:
— PODPIS! 150 MILIONÓW! BEZ CIĘCIA BUDŻETU!
Następnie:
— Klient był zachwycony naszą propozycją!
— Antoine zarezerwował kolację w Lutetii. Firma płaci za wszystko!
Grupa wybuchła.
— Léa, królowa dnia!
— W końcu dostajemy nasze premie!
— Wiedziałem, że masz talent.
— Antoine miał rację, stawiając cię w centrum uwagi.
Potem Léa celowo mnie oznaczyła.
— @Claire Moreau, szkoda, że cię tu nie ma świętować.
— Ale takie jest życie. Sama ciężka praca nie wystarczy. Potrzebne jest też szczęście.
### 03
Spojrzałem na jej wiadomość.
Nie odpisałem.
Po prostu się zaśmiałem.
Szczęście?
Zawsze miałem swoje szczęście.
Zamówiłem jedzenie.
Krewetki w czosnku, dużą sałatkę, ciepły chleb i mrożoną herbatę z hibiskusem.
Od miesięcy chciałem coś zjeść bez konieczności odpowiadania na e-maile między kęsami.
Od miesięcy miałem ściśnięty żołądek od stresu związanego z projektem.
Tego wieczoru nie miałem już projektu.
Nie miałem już szefa.
Nie musiałem już udawać wdzięczności.
Zamówienie dotarło po zmroku.
Włączyłem telewizor i włączyłem starą francuską komedię.
Obierając krewetki, śmiałem się.
W grupie świętowanie przypominało transmisję na żywo.
Na zdjęciach Antoine Delmas, mój były szef, już Miał zarumienioną twarz. Unosił kieliszek z triumfalnym uśmiechem.
Obok niego Léa udawała, jakby właśnie własnoręcznie uratowała firmę.
Za nimi wisiał duży, pospiesznie wydrukowany napis:
„GRATULACJE Z OKAZJI PROJEKTU 150 000 EUR”
Ktoś gdzieś zapomniał o trzech zerach.
To było niedorzeczne.
Pokręciłem głową i kontynuowałem jedzenie.
Kolega zapytał w grupie:
„Kiedy umowa zostanie oficjalnie podpisana?”
Antoine odpowiedział pocztą głosową.
W jego głosie słychać już było alkohol i arogancję.
„Pan Lemoine był pod wrażeniem naszego profesjonalizmu. Jutro przyjadą do centrali z dokumentami. Miłego wieczoru. Dziś wieczorem, to mój koszt!”
Była tuż po 19:00, a film wchodził w najzabawniejszą scenę.
Zadzwonił mój prywatny telefon.
Nieznany numer.
Zdecydowałem się
podłączyłem i przełączyłem na głośnik.
„Halo?”
Zapadła cisza.
Potem zadrżał głos, który znałem aż za dobrze, ale którego nigdy wcześniej nie słyszałem.
„Claire Moreau?”
To był Antoine.
„Tak”.
Wciąż obierałem krewetkę.
„Gdzie jesteś?”
Jego głos stał się napięty.
„Claire, pytam, gdzie jesteś!”
„W domu”.
„Klient właśnie dzwonił”.
Oddychał za szybko.
„Pan Lemoine mówi, że nie widział cię na prezentacji. Mówi, że kierownika technicznego projektu tam nie było”.
Zapadła cisza.
Potem wyrzucił z siebie:
„Umowa… została anulowana”.
CZĘŚĆ 2
„Umowa… została anulowana”.
Antoine wypowiedział ostatnie słowo, jakby wieża właśnie się na niego zawaliła.
Ugryzłam krewetkę.
„To dziwne.”
„Dziwne? Nie rób sobie ze mnie żartów, Claire! Pan Lemoine powiedział, że komisja odmówiła kontynuacji, bo kierownika technicznego nie było. Wymienił twoje nazwisko. Twoje nazwisko.”
Wytarłam palce serwetką.
„A czego ode mnie oczekiwałaś? Że się tam pojawię jako były pracownik?”
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Po raz pierwszy od trzech lat Antoine Delmas nie miał gotowej odpowiedzi.
„Véronique działała zbyt pochopnie” – powiedział w końcu. „To pomyłka administracyjna”.
Zaśmiałam się.
„Zwolniłaś mnie przez telefon w drodze na prezentację. Mój dostęp został odcięty”. Moje rzeczy muszą zostać wysłane kurierem. Nie ma mowy o pomyłce.
„Możemy to naprawić.”
„Nie jestem literówką w dokumencie.”
Usłyszałam hałas za nim.
Brzęk kieliszków.
Muzyka.
Głosy stopniowo cichną.
Musiał być w toalecie Lutetii, podczas gdy impreza na zewnątrz dobiegała końca, a Léa pytała, dlaczego nikt już nie wznosi toastów.
Taki hotel Antoine uwielbiał.
Żyrandole, kelnerzy w marynarkach, kieliszki do szampana, ludzie głośno rozmawiający o strategii i nazywający swoje wyczerpujące drużyny „rodziną”.
„Claire” – kontynuował, ściszając głos. „Potrzebuję cię w kwaterze głównej jutro rano o ósmej”.
„Nie”.