Detektyw warknął: „Kto mi to powiedział?”.
Usta Owena się skrzywiły.
Zanim zdążył odpowiedzieć, jego prawnik położył mu dłoń na ramieniu i zakończył przesłuchanie.
Ale usłyszałam już dość.
Victor znalazł mnie potem na korytarzu. „Smutek sprawia, że ludzie wyobrażają sobie różne rzeczy”.
Wpatrywałam się w niego.
Klęknął obok mojego wózka inwalidzkiego, cicho mówiąc: „Zajmij się ugodą, Maro. Wyjedź z miasta. Ludzie tacy jak ty nie przetrwają wojny z ludźmi takimi jak my”.
Otarłam krew z kącika wargi, którą zbyt mocno ugryzłam.
Potem się uśmiechnęłam.
„Victorze” – wyszeptałam – „nie masz pojęcia, jaką kobietę poślubił twój brat”.
Bo Daniel wiedział, że jego rodzina jest niebezpieczna.
A trzy dni przed naszym ślubem wręczył mi zamknięty, czarny dysk, pocałował mnie w czoło i powiedział: „Jeśli coś mi się stanie, otwórz to”.
Tej nocy, sama w szpitalnym pokoju, poprosiłam mojego dawnego mentora ze studiów prawniczych, żeby przyniósł mi laptopa.
Ręce mi drżały.
Ale nie ze strachu.