Brenda siedziała przy kuchennej wyspie, popijając czarną kawę i wyglądając na wycieńczoną. Gdy tylko wszedłem, zerwała się na równe nogi. „Eric, dzięki Bogu. Zadzwoniła policja. Powiedzieli, że mama została aresztowana? To musi być nieporozumienie. Gdzie jest Emma?”
„Wyciągnąłem ją z grobu o drugiej w nocy” – powiedziałem martwym głosem. „Zamarzła na śmierć w jamie. Zaledwie kilka metrów od kości dziewięcioletniej dziewczynki o imieniu Sarah Chun.”
Kubek Brendy roztrzaskał się o drewnianą podłogę. Cała krew odpłynęła jej z twarzy. „Nie… nie, to niemożliwe. Mama mówiła, że to twarda miłość. Mówiła, że dzieci, które uciekły, po prostu zmyślały historie”.
„Sprzedałeś naszą córkę za pięć tysięcy dolarów”.
Wzdrygnęła się, jakbym ją uderzył. „Co? Nie! Nie wzięłam pieniędzy za Emmę! Po prostu się wygłupiała. Nie chciała jeść warzyw, Eric! Odgryzła się! Byłam wyczerpana, a ty byłeś na drugim końcu świata, a mama obiecała mi, że kilka dni wystarczy, żeby ją naprawić”.
„Ale wzięłaś pieniądze za pozostałe dwadzieścia dwoje dzieci, prawda?” Wkroczyłam w jej przestrzeń, górując nad nią. „Zmanipulowałaś zdesperowanych rodziców, żeby wysłali ich dzieci do ośrodka tortur, a ty zebrałaś sto tysięcy dolarów, żeby sfinansować swoje życie, podczas gdy do mnie strzelano”.
„Nie wiedziałam, że umierają!” wrzasnęła, osuwając się na blat. „Przysięgam na Boga, Eric, myślałem, że ona ich tylko straszy!”
„Pakuj walizki” – rozkazałem. „Masz dokładnie dziesięć minut, żeby opuścić moją posesję. Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w odległości stu jardów od mojej córki, nie będę zawracał sobie głowy dzwonieniem na policję”.
Obserwowałem, jak się pakuje – żałosna, zapłakana breja. Kiedy jej samochód w końcu zniknął w oddali, w domu powróciła cisza. Ale to już nie była cisza bezpieczeństwa. To była cisza pola bitwy tuż przed tym, jak zacznie padać artyleria. Myrtle i Brenda były tylko szeregowymi żołnierzami. Prawdziwi architekci tego koszmaru – sędzia, elitarni klienci, prawnicy – wciąż oddychali wolnym powietrzem. A ja zamierzałem ich systematycznie udusić.
Rozdział 4: Księga Potępionych