Spotkałem Dereka o północy w obskurnym motelu przy autostradzie międzystanowej. Przekształcił tanie laminowane biurko w centrum cyberwojny. Jeśli FBI miało zbudować sprawę RICO powolnym, biurokratycznym procesem wezwań i nakazów sądowych, ja zamierzałem zbudować polisę ubezpieczeniową, stosując brutalną siłę.
„Herman Savage ma standardowe szyfrowanie w domu” – mruknął Derek, jego palce śmigały po podświetlanej klawiaturze. „Arogancki. Te nietykalne typy zawsze myślą, że prawo jest tarczą, więc nigdy nie zawracają sobie głowy prawdziwym cyberbezpieczeństwem”.
„Złam to” – powiedziałem, pochylając się nad jego ramieniem. „Chcę wszystkiego. Kont bankowych, numerów routingu offshore, e-maili”.
Dwie godziny później zapora sieciowa padła. Derek uruchomił prywatny serwer w chmurze sędziego. Znaleźliśmy mistrzowską klasę biurokratycznej socjopatii. Behavioral Solutions LLC – firma-wydmuszka założona w celu prania brudnych pieniędzy obozu. Arkusze kalkulacyjne kategoryzujące dzieci nie według imion, ale według ich „stopnia odpowiedzialności”.
A potem Derek otworzył zastrzeżony folder z etykietą Permanent Solutions.
Krew mi zmroziła krew w żyłach. W środku znajdowały się zeskanowane akty zgonu czwórki dzieci, wszystkie uznane za tragiczne wypadki lub samobójstwa przez skorumpowanego koronera hrabstwa. Do każdego aktu dołączony był mocno ocenzurowany ciąg e-maili z rodzicami dzieci.
„Eric, spójrz na to” – wyszeptał z przerażeniem Derek. „Te bogate rodziny… nie wysyłały tu swoich dzieci po to, żeby je zdyscyplinować. Te dzieci odkryły romanse rodziców, ich korporacyjne defraudacje, ich nadużycia. Rodzice zapłacili Myrtle fortunę, żeby je uciszyć na zawsze”.
„Wydrukuj wszystko. Zaszyfruj kopie zapasowe”. Złapałem kurtkę. „Znajdź prawnika, który zarejestrował tę firmę-słup”.
O świcie stałem w agresywnie nowoczesnym biurze Leona Donaghue, wpływowego prawnika korporacyjnego w Pittsburghu. Podniósł wzrok znad mahoniowego biurka, a na jego idealnie opalonej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek. „Przepraszam, nie możesz tak po prostu wtargnąć do mojego…”
Upuściłem księgę Permanent Solutions prosto na jego klawiaturę.
Wzrok Donaghue’a spłynął w dół, a arogancja zniknęła z jego twarzy, zastąpiona mdłym, bladym przerażeniem.
„Założyłeś system finansowy syndykatu handlu dziećmi i zabójstw” – stwierdziłem, przysuwając krzesło i siadając bez zaproszenia. „Prałeś miliony dla Hermana i Myrtle Savage”.
„Tajemnica zawodowa chroni moją…”
„Tajemnica zawodowa nie obejmuje współudziału w morderstwie, Leon” – przerwałem, pochylając się do przodu. „FBI zaatakuje twoje biuro z federalnym nakazem za dokładnie trzy godziny. Będą rozwalać płyty gipsowo-kartonowe, szukając twoich serwerów. Grozi ci dożywocie w federalnym więzieniu”.
Przełknął ślinę, pot perlił mu się na czole. „Czego chcesz?”