Don skinął głową z aprobatą. Zapadliśmy w przyjemną ciszę, wsłuchując się w cykanie świerszczy w zmierzchu. Wygraliśmy. Spisek został rozbity, winni uwięzieni, a ofiary w końcu zaznały spokoju. To było jak ostateczny koniec wojny.
Ale gdy słońce chowało się za horyzontem, w kieszeni zawibrował mi telefon komórkowy.
To była zaszyfrowana wiadomość od Dereka. Otworzyłem ją, ostre niebieskie światło oświetliło moją twarz w ciemniejącym wieczorze.
Odkryłem anomalię w prywatnej klinice behawioralnej w północnej części stanu Nowy Jork. Klienci o wysokich dochodach. Troje dzieci zgłoszonych jako „uciekinierzy” w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Lokalna policja stawia opór. Wysłałem ci współrzędne.
Wpatrywałem się w świecący tekst. Nazwiska się zmieniają. Geografia się zmienia. Ale zło – aroganckie, bogate przekonanie, że ludzkie życie jest towarem, który można kupić, sprzedać i pochować – nigdy tak naprawdę nie umiera. Po prostu się adaptuje.
Ja Spojrzałem na Emmę, jej sylwetka rysowała się na tle gasnącego światła, bezpieczna i cała. Wsunąłem telefon z powrotem do kieszeni, czując znajomą, lodowatą determinację, która zacisnęła się na mojej szczęce. Wojna się nie skończyła. Nigdy się nie skończy.
Ale byłem gotowy na kolejną bitwę.