Miała trzydzieści dwa lata, spokojne brązowe oczy i nylonową torebkę starannie schowaną pod pachą. Nie szukała luksusów, chciała przeżyć. Jej córka, Deborah, leżała w szpitalu z powodu choroby serca, a Naomi potrzebowała pieniędzy na operację, która mogła uratować jej życie. Gospodyni, wyczerpana po wyszkoleniu armii niań, mruknęła, podając jej uniform: „Zacznij od pokoju zabaw”.
„Zrozumie”. Naomi weszła i zamarła. Zabawki walały się po podłodze, sok plamił ściany, a trojaczki skakały po sofie jak po trampolinie. Gdy tylko ją zobaczyły, rozpoczął się atak. Daniel rzucił w nią zabawkową ciężarówką. Diana skrzyżowała ramiona i krzyknęła: „Nie chcemy cię tu!”. David uśmiechnął się złośliwie i wysypał całe pudełko płatków na dywan. Większość personelu krzyczałaby, błagała albo wyszła.
Naomi nic z tego nie zrobiła. Poprawiła chustę na głowie, uklękła i spokojnie zaczęła zbierać zabawki. Trojaczki zamrugały, na chwilę zdezorientowane. „Hej! Masz nas powstrzymać!” krzyknął Daniel. Naomi spojrzała na niego spokojnie. „Dzieci nie przestają, kiedy na nie krzyczysz. Przestają, kiedy nikt nie przeszkadza im w zabawie”. Potem wróciła do sprzątania. Z górnego balkonu Ethan Carter obserwował ich z założonymi rękami.