Zanim Diana zdążyła nadepnąć na kawałek podłogi, Naomi rzuciła się do przodu. Wzięła dziecko na ręce, ocierając dłoń o ostrą krawędź. Krew rozprysnęła się na jej dłoni, świeża na tle ciemnej skóry. Trojaczki zamarły. Danielowi opadła szczęka. Dolna warga Davida drgnęła. Diana kurczowo trzymała się szyi Naomi, szeroko otwierając oczy. Nigdy nie widzieli, żeby służąca narażała się dla nich na niebezpieczeństwo.
Naomi skrzywiła się, ale zdołała się uśmiechnąć słabo. „Nikomu nic się nie stało. Tylko to się liczy”. Delikatnie opuściła Dianę na podłogę i zaczęła zbierać kawałki zdrową ręką. „T-twoja ręka…” wyszeptał Daniel. „Wszystko w porządku?” zapytała Diana głosem cichszym niż kiedykolwiek słyszała u Naomi. David, zazwyczaj buntowniczy, bez słowa wyciągnął z szuflady paczkę plastrów i podał jej ją. Kiedy Ethan wrócił tego wieczoru, w domu panowała upiorna cisza. Wszedł do pokoju zabaw i zastał trójkę swoich niegdyś dzikich dzieci skulonych wokół Naomi, która siedziała z zabandażowaną ręką i czytała im bajkę. Diana oparła się na jej ramieniu. Daniel oparł brodę na jej kolanie.