Światło wciąż było czerwone. Samochody za mną zaczęły trąbić. Sofia w końcu otworzyła drzwi i usiadła, mocno trzymając Valentinę. Gdy już byliśmy w środku, spuściła głowę. Wciąż trzymała monety w dłoni, a ja słyszałam ich cichy metaliczny brzęk. Podniosłam szybę, żeby odizolować się od hałasu z zewnątrz, ale cisza, która zapadła, była jeszcze gorsza.
„Sofio, co ty tu robisz?” – zapytałam. Mój głos był niski, ale w środku płonęłam. Nie odpowiedziała od razu. Pogłaskała tylko córkę po czole. Dziewczynka cicho jęknęła. Ścisnęłam kierownicę tak mocno, że aż zbielały mi kostki, po czym zadałam jedyne pytanie, które tłukło mi się w głowie.
Zerknęłam na nią kątem oka i zapytałam: „Gdzie jest samochód i dom, który ci kupiliśmy?”.