Zgodność.
Nie tylko nadzieja.
Prawda.
Howard nie odszedł.
Howard był Elim.
Kiedy zobaczyłam go ponownie, początkowo żadne z nas się nie odezwało.
Potem powiedział cicho: „Nie wiem, jak być Howardem”.
„Nie musisz” – powiedziałam mu. „Po prostu daj mi poznać siebie takim, jakim jesteś”.
Płakał.
Ja też.
Teraz przychodzi do kawiarni po zamknięciu.
Rozmawiamy.
Powoli się poznajemy.
Pewnej nocy wyjęłam pudełko, które trzymałam przez piętnaście lat.
Rękawiczkę. Zabawkowy pociąg. Rysunek z jasnożółtym słońcem.
Podniósł sweter i zamarł.
„Pamiętam to” – wyszeptał.