Po wyważeniu zamka i otwarciu drzwi, uderzyła ich fala stęchłego powietrza o chemicznym zapachu. Światło taktycznych latarek przecięło ciemność i ukazało makabryczną scenę: na środku pokoju 24-letnia kobieta leżała mocno przywiązana do zardzewiałego żelaznego łóżka. Jej nadgarstki i kostki były silnie unieruchomione grubymi skórzanymi pasami, na których widniały ślady desperackich prób uwolnienia się. Jej ciało drżało w niekontrolowany sposób, będąc ofiarą czegoś, co wyglądało na śmiertelną dawkę nieznanych substancji chemicznych. Jej blada skóra, pokryta zimnym potem, oraz płytki oddech wskazywały, że znajduje się na skraju śmierci.
Przerażeni strażnicy próbowali działać szybko. Młoda kobieta nie reagowała na światło latarki, ale jej suche wargi poruszały się bez przerwy, powtarzając szeptem jedno słowo: „kierowca”. Obecność medycznej rurki z igłą wkłutą pod jej skórę, połączonej z nieznanym źródłem toksycznego płynu, budziła podejrzenia, że ktoś utrzymywał ją w stanie celowo wywołanej psychozy – co było czymś znacznie mroczniejszym niż zwykłe porwanie.