Wstałam, włożyłam buty bojowe i mocno je zasznurowałam. Odwróciłam się plecami do oceanu i ruszyłam krótkim spacerem po drewnianych schodach do mojego ośrodka szkoleniowego, gdzie czekała nowa grupa młodych kobiet, które miały nauczyć się, jak zostać swoimi własnymi bohaterkami.
Pchnęłam drzwi do mojego małego, spartańskiego biura. Zatrzymałam się jak wryta.
Na samym środku mojego zniszczonego drewnianego biurka stała pojedyncza, nieskazitelnie biała piwonia. To był dokładnie ten sam kwiat, który miałam w bukiecie ślubnym. Pod delikatną łodygą przypięty był mały, ciężki kawałek tektury.
Nie było podpisu. Nie było powitania. Był tylko zestaw zaszyfrowanych współrzędnych GPS wskazujących lokalizację gdzieś na Morzu Śródziemnym i jedno, napisane na maszynie słowo:
Odkupienie.
Spokojne życie dobiegło końca. Duch został wezwany z powrotem na pole walki.
Jeśli chcesz więcej takich historii lub chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami na temat tego, co zrobiłbyś w mojej sytuacji, chętnie je poznam. Twoja perspektywa…Pomóżmy tym historiom dotrzeć do większej liczby osób, dlatego nie krępuj się komentować i udostępniać.