Były tam dokumenty – tytuły własności, certyfikaty akcji i list napisany równym, architektonicznym pismem Adriana. Przeskanowałam strony, zapierając mi dech w piersiach.
Jess – zaczynał się list. – Jeśli to czytasz, to znaczy, że moja rodzina pokazała ci swoje prawdziwe oblicze. Przepraszam, że mnie nie ma, żeby cię chronić. Ale nie zostawiłam cię bezbronną. Przez ostatnie dwa lata nie tylko „rozplątałam” rodzinny biznes. Ja go odzyskałam.
Czytałam dalej, a prawniczy żargon przerodził się w opowieść o absolutnym zwycięstwie. Adrian przez lata po cichu skupował zagrożone akcje Hayes Consolidated za pośrednictwem spółek-słupów. Nie był tylko dyrektorem; stał się większościowym udziałowcem.
A potem był akt własności.
Majątek Hayes nie należał do Charlesa ani Eleanor. Został wykorzystany jako zabezpieczenie pożyczki, którą rodzinny biznes zaciągnął pięć lat temu – pożyczki, którą kupił prywatny fundusz powierniczy Adriana.
Ale to ostatnie strony teczki zmroziły mi krew w żyłach.
„Dowody” – napisał Adrian. „Myślą, że są filarami społeczeństwa. Pokaż im, co jest zakopane pod fundamentami”.
Zobaczyłam arkusze kalkulacyjne. Przelewy. Dowód lat systematycznych defraudacji Charlesa i Vanessy. Nie tylko byli nieczuli; byli przestępcami.
Gwałtowne pukanie do drzwi mnie zaskoczyło. „Minęły dwie godziny, Jessico!” – rozległ się głos Vanessy, ostry i triumfalny. „Wchodzimy!”.
Wsunęłam teczkę pod pachę, wzięłam Noaha za rękę i otworzyłam drzwi.
„Nie spakowałaś się” – powiedziała Vanessa, patrząc na moje puste dłonie i teczkę. Uśmiechnęła się ironicznie. „Co to jest? Album ze wspomnieniami, nad którymi można płakać?”
„Coś w tym stylu” – powiedziałam, przechodząc obok niej. „Chodźmy na dół. Myślę, że twoi goście czekają na finał”.
Rozdział 5: Rozrachunek