„Policjant jest tutaj, żeby zapewnić sprawne przejście” – dodał Martin, patrząc na zegarek. „Sugeruję, żebyś zaczął od biżuterii. To prawdopodobnie jedyna wartościowa rzecz, jaka ci zostanie, gdy koszty sądowe zaczną się piętrzyć.
Następne piętnaście minut było niczym mgła chaosu. Patrzyłam, jak „królewscy z rodu Hayes” przeszukują swoje szafy, chwytając futra i torebki, a ich godność rozsypuje się niczym potłuczone szkło na podłodze w salonie. Wyglądali na małych. Wyglądali żałośnie.
Kiedy w końcu stanęli na podjeździe, otoczeni walizkami i zimnym nocnym powietrzem, Eleanor odwróciła się do mnie.
„Nigdy nie będziesz jednym z nas” – warknęła, a jej twarz wykrzywiła się z nienawiści.
„Wiem” – powiedziałam, mocno trzymając Noaha za rękę. – „To najlepsza wiadomość, jaką dostałam od rana”.
Dałem znak ochroniarzowi. Ciężkie, żelazne bramy posiadłości zaskrzypiały, a dźwięk zamykanego zamka poniósł się echem po dolinie.
Rozdział 7: Silniejszy fundament
W rezydencji wreszcie zapadła cisza. Personel gastronomiczny został odesłany do domu z hojną premią. Prawnicy i agenci zniknęli, zostawiając po sobie górę papierkowej roboty, która na zawsze odmieni oblicze miejskiego świata biznesu.
Usiadłem na podłodze w eleganckim salonie, dokładnie tam, gdzie roztrzaskała się rama obrazu. Sam posprzątałem szkło.
Wszedł Noah, niosąc kartonowe pudełko, które znalazł w spiżarni. Usiadł obok mnie i zaczął składać klapy.
„Co budujesz, kochanie?” zapytałem.