Preston spojrzał na mnie, jego oczy zaszły łzami. „Rozwód… oni już byli rozwiedzeni?”
„Sprawdź papiery, Preston. Od pięciu lat jest nielegalną lokatorką w tym domu, odgrywając rolę pogrążonej w żałobie żony, która kontrolowała decyzje medyczne taty”.
„Sprawiła, że cię znienawidziłem”, wyszeptał Preston. „Powiedziała mi, że to ty tu nie pasujesz”.
„A jutro, o 10:00 rano, cały świat pozna prawdę” – powiedziałem.
Preston wstał, a jego twarz stężała w maskę czystego przerażenia. „Eleno, jeśli to wyjdzie na jaw… nic nie mam. Nie wiem, kim jestem”.
„Jesteś córką kobiety, która zbudowała królestwo na kłamstwie” – powiedziałem. „Cokolwiek się stanie dalej, to jej wina”.
Wyszedłem z pokoju, zostawiając go siedzącego w ciemnościach wśród zdjęć siostry, którą przez całe życie gardził.
Rozdział 4: Sąd nad Lawrence’em Rothsteinem
Piątkowy poranek nadszedł z przytłaczającym ciężarem zimowej burzy w Nowej Anglii. Spotkanie odbyło się w biurze Lawrence’a Rothsteina w centrum Bostonu – w narożnym apartamencie na 14. piętrze z widokiem na Boston Common.
Diane siedziała na środku pokoju, ubrana w czarny garnitur St. John i ozdobiona perłami. Wyglądała jak uosobienie godności, z palcami drapiącymi koronkową chusteczkę na kolanach. Preston siedział obok niej, ale był odchylony, z oczami wbitymi w podłogę. Nie rozmawiał z nią od dwudziestu czterech godzin.
Siedziałam naprzeciwko nich, czerwona teczka ciążyła mi na kolanach. Kuzyni drugiego stopnia i mniejsi beneficjenci wypełniali tył sali, wyczuwając krew w wodzie.
Lawrence Rothstein otworzył skórzaną teczkę z rozmyślną, bolesną powolnością. „Panie i panowie, jesteśmy tu, aby sfinalizować podział majątku Williama Carmichaela, wycenionego na około 47,3 miliona dolarów”.