Diane odwróciła się do Prestona, a jej głos brzmiał jak histeryczny, wysoki pisk. „Preston, kochanie, to dla nas! Zrobiłam to, żeby chronić twoją przyszłość! William był zimnym człowiekiem, nie rozumiał…”
„Kim on jest?” – zapytał Preston. Jego głos był głuchy, martwy. „Kim jest mój ojciec, mamo?”
Usta Diane poruszały się bezgłośnie. „Marcus Bennett” – wyszeptała w końcu. „To był… to był błąd”.
„Błąd trwający trzydzieści jeden lat” – powiedział Preston. Wstał, patrząc na matkę jak na obcą osobę. „Uczyniłeś ze mnie broń. Kazałeś mi torturować Elenę za zbrodnię, którą popełniłeś. Zamieniłeś całe moje życie w puentę”.
Lawrence odchrząknął. „Do testamentu jest jeszcze jeden ostatni aneks. Pan Carmichael zostawił list do odczytania w razie uruchomienia klauzuli biologicznej”.
Zaczął czytać. Słowa mojego ojca, teraz wzmocnione przez prawo. Szczegółowo opisał izolację, zablokowane połączenia, sposób, w jaki Diane wykorzystała status Prestona, by zmusić Williama do posłuszeństwa po udarze. Zakończył bezpośrednim rozkazem: Majątek w całości przechodzi na moją córkę, Elenę. Preston Shaw i Diane Shaw mają zostać natychmiast usunięci ze wszystkich nieruchomości. Nie otrzymają niczego.
Diane zapadła się w fotel, a perły na jej szyi wyglądały jak pętla. Preston nie płakał.
Po prostu podszedł do okna i wpatrywał się w miasto, którego już nie był właścicielem.
Rozdział 5: Architektura wyboru
Skutki tego były kliniczną ruiną.
Diane przeprowadziła się do apartamentu w Boca Raton na Florydzie. Próbowała pozwać o część spadku, choć wyrok rozwodowy i dowody na przymus medyczny były niepodważalne. Żyje z niewielkiej emerytury od własnej rodziny, co stanowiło dalekie od milionów Wellesleyów. Nie rozmawialiśmy od dnia spędzonego w biurze Lawrence’a.
Preston zniknął na jakiś czas. Przeprowadził się do Portland, prawnie zmienił nazwisko na Preston Shaw i zaczął wszystko od nowa. Nie kwestionował testamentu. Nie prosił o ani grosza.