Ceremonia była krótka, elegancka i pusta. Słowa o miłości i lojalności rozbrzmiewały w sali jak pożyczone.
Potem nastąpiła przysięga.
„Czy bierzesz Evana…” zaczął urzędnik.
„Tak”, powiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
Wtedy wstałem.
W sali przeszedł dreszcz.
„Clara”, wyszeptał Evan.
Zignorowałem go.
„Teraz”, powiedziałem.
Drzwi się otworzyły.
Najpierw weszli detektywi. Za nimi szli mój prawnik, syndyk sądowy i przedstawiciel prokuratury okręgowej.
Uśmiech mojej matki zniknął.
Detektyw Marlowe zrobił krok naprzód.
„Evan Hale. Celeste Vey. Zostaliście zatrzymani w celu przesłuchania w sprawie oszustwa, defraudacji, kradzieży tożsamości i spisku”.
W sali wybuchła wrzawa.
„To niedorzeczne” – powiedział Evan.
Mój prawnik wręczył mu dokumenty.