Jego wzrok przesunął się po ciasteczkach, kaszce kukurydzianej, jajkach i porcelanie.
Na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
„Więc w końcu się nauczyłeś.”
Potem zobaczył, kto siedzi przy moim stole.
A mój syn zbladł.
Sędzia Margaret Holloway nie zmieniła zdania od razu.
Spokojnymi, perfekcyjnymi ruchami posmarowała ciasteczko masłem, jakby Tyler wcale nie przeżywał właśnie najgorszego poranka w swoim życiu.
Obok niej siedział Benjamin Cole, mój prawnik, w grafitowym garniturze tak ostrym, że mógłby ciąć szkło. Naprzeciwko niego siedziała detektyw Nina Reyes, która nie tknęła kawy. Przyglądała się Tylerowi jak burza dachowi.
Usta Tylera się otworzyły. Zamknęły.
Vanessa pojawiła się za nim i zawiązała szlafrok.
„Co się dzieje?”
„Nie” – szepnął Tyler.
Podniosłem kubek. „Śniadanie”.
Sędzia Holloway w końcu na niego spojrzał. „Dzień dobry, panie Bennett”.
Tyler przełknął ślinę. „Sędzia Holloway.”
Vanessa mrugnęła. „Znasz ją?”
Sędzia uśmiechnął się bez ciepła. „Przewodniczyłem jego rozprawie w sprawie oszustwa trzy lata temu”.
Twarz Vanessy uległa zmianie.