“NIE.”
Detektyw Reyes założył mu kajdanki.
Dźwięk był cichy.
Finał.
Vanessa cofnęła się w stronę drzwi. „Nie dotknęłam jej. Nic nie zrobiłam”.
Benjamin otworzył drugi folder. „Otworzyłeś kartę kredytową”.
Jej twarz zamarła.
„Podpisałeś fakturę wykonawcy” – kontynuował. „Wysłałeś e-mailem fałszywe zarzuty dotyczące kompetencji do kredytodawcy Tylera. Skontaktowałeś się również z agentem nieruchomości w sprawie wystawienia tej nieruchomości na sprzedaż po przeniesieniu aktu własności”.
„To był pomysł Tylera.”
Tyler skręcił kajdanki. „Mówiłeś, że się podda!”
Vanessa zamknęła usta.
Sędzia Holloway spojrzał na nich. „No i jest”.
Detektyw Reyes uśmiechnął się blado. „Będę potrzebował was obojga, żeby ze mną poszli”.
Maska Vanessy pękła. „Przez pieniądze? Przez jeden policzek?”
Wstałem.
Moje krzesło szurało po podłodze, a wszyscy na mnie patrzyli.
„Przez czterdzieści jeden lat w tym domu odbywały się urodziny, pogrzeby, poranki bożonarodzeniowe, strzyżone kolana, zdjęcia z balu maturalnego i modlitwy. Twój ojciec zmarł w tym salonie, Tyler. Trzymałam go za rękę, kiedy prosił mnie, żebym dbała o bezpieczeństwo tego miejsca”.
Twarz Tylera się skrzywiła, ale ja się nie zatrzymałem.