„Dlaczego teraz?” – zapytałem cicho.
Odpowiedział równie cicho. „Bo nie mogę patrzeć, jak mój syn staje się takim mężczyzną, jakim ja byłem”.
To uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałem.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, rozległo się ciche pukanie do drzwi.
Pedagog weszła do środka, a Emma podążyła tuż za nią.
Wzrok mojej córki powędrował prosto na mnie.
„Mamo?”
Przeszłam przez pokój dwoma krokami i wzięłam ją w ramiona. Była mała, ciepła, solidna – prawdziwa. Przytuliłam ją dłużej, niż zamierzałam.
„Wszystko w porządku?” – zapytałam, wtulając twarz w jej włosy.
Skinęła głową w moją stronę. „Czy zrobiłam coś złego?”
Odsunęłam się i objęłam jej twarz dłońmi.
„Nie” – powiedziałam. „Nic złego nie zrobiłaś. Słyszysz mnie? Nic.”
Wpatrywała się w moją twarz, wciąż niepewna.
Za nią w drzwiach stał Caleb, na wpół ukryty. Wyglądał na przerażonego – nie winnego, po prostu przestraszonego, jakby wiedział, że dorośli wokół niego się rozpadają, a on nie mógł tego powstrzymać.
Daniel spojrzał na niego i coś przemknęło mu przez twarz – może wstyd. Miłość, zdecydowanie. Bolesna.
„Caleb” – powiedział cicho.
Chłopak podniósł wzrok, ale się nie poruszył.
Daniel odwrócił się do mnie. „Naprawię to”.