Skinęłam głową.
„Tak. Czasami, bo ktoś odważny mówi prawdę. Nawet gdy się bardzo boi”.
Léa spojrzała na swoje skarpetki.
Potem wyszeptała:
„Bałam się”.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Wiem”.
„Ale powiedziałam to”.
Poczułam, jak pieką mnie oczy.
„Tak, kochanie. Powiedziałaś to”.
Objęła mnie ramionami za szyję.
Mocno.
Bardzo mocno.
Tuliłam ją mocno na środku kuchni, podczas gdy truskawki czekały na desce do krojenia, a wieczorne światło przesączało się przez kafelki.
Stałyśmy tak długo.
Bez słowa.
Bo czasami szczęśliwe zakończenie to nie życie bez blizn.
To mała dziewczynka, która znów się śmieje w domu, gdzie nikt nie prosi jej o ciszę.
I tej nocy, trzymając moją córkę mocno, zrozumiałam, że nasza historia nie skończyła się, bo o mało nie dotarłam za późno.
Kontynuowała, bo ja tego nie zrobiłam.