Drżący.
„Chcę do mamy”.
Cisza.
Potem głos Antoine’a, zimny, pozbawiony czułości.
„Mamusia nie musi wiedzieć”.
Podeszłam bliżej.
Zajrzałam przez otwór.
I w tym momencie ostatnia resztka zaprzeczenia we mnie prysła.
CZĘŚĆ 2
Léi nie było w wannie.
Stała na dywaniku w wannie, w piżamie, z suchymi włosami i policzkami mokrymi od łez.
Antoine kucał przed nią, z ręcznikiem w jednej ręce i butelką mydła w drugiej.
Na początku mój mózg nie chciał tego przetworzyć.
Potem zobaczyłem jej ramię.
Górną część jej ramienia.
Pod krótkim rękawem jej piżamy widniały ciemne ślady. Nie jeden. Kilka. Niektóre żółte, stare. Inne fioletowe, nowsze. Na jej ramieniu cienka czerwona linia znikała pod materiałem.
Świat się zatrzymał.
Antoine zacisnął szczękę.
„Powiesz, że upadłaś w łazience” – wyszeptał. „Jak ostatnio. Rozumiesz? Jeśli powiesz mamie cokolwiek, wszystko zepsujesz”.
Léa skinęła głową.
Nie dlatego, że rozumiała.
Bo się bała.
Nie wiem, jaki dźwięk wydałem.
Może jej imię.
Może wcale nic.
Ale Antoine podniósł wzrok.
I to nie poczucie winy na jego twarzy mnie zmroziło.
Nie było go wcale.
To była irytacja.
Jakbym właśnie przerwała coś, co do niego należało.
Jakbym to ja była problemem.
„Co tu robisz?” zapytał.
Nie odpowiedziałam.
Pchnęłam drzwi.
Wszłam do środka.
Wtuliłam Léę w ramiona tak szybko, że wydała z siebie cichy, stłumiony szloch. Chwyciłam ręcznik i owinęłam ją nim, mimo że nie była mokra. Moje ciało musiało ją okryć. Chronić. Postawić coś między nią a nim.
Antoine się wyprostował.
„Camille, przestań z tym bredzić”.
Trzymałam Léę za plecami.
Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że z trudem wyjęłam telefon z kieszeni kamizelki.
Ale nie na tyle, żeby powstrzymać mnie przed wybraniem numeru 17.
Antoine zmienił się, gdy tylko zobaczył ekran.
Jego twarz stwardniała.
„Co robisz?”
Przyłożyłam telefon do ucha.
„Policja, słucham”.
Mój głos brzmiał obco.
„Jestem w Boulogne-Billancourt. Moja pięcioletnia córka ma ślady na ciele. Mój mąż groził jej, że zmusi ją do kłamstwa. Potrzebuję pomocy. Natychmiast”.
Antoine zrobił krok w moją stronę.
„Rozłącz się”.
Nie rozłączyłam się.
„Proszę pani, czy jest pani bezpieczna?” – zapytał głos w telefonie.
Spojrzałam na Antoine’a.