Krzyk Prestona przeciął ogłuszającą ciszę jachtu niczym syrena alarmowa. Upadł na kolana, opierając się o reling, wpatrując się w ciemny ocean, jakby mógł siłą woli wydobyć diamenty z powrotem na powierzchnię. Odwrócił głowę, jego twarz przybrała przerażający odcień fioletu, i wycelował drżącym, agresywnym palcem w Mię.
„Ty mały bachorze!” – zawył Preston, a jego głos załamał się z czystej wściekłości. „Właśnie wrzuciłaś trzysta tysięcy dolarów do oceanu! Zniszczyłaś moje zaręczyny!”
W ułamku sekundy zerwałam się z krzesła. Rozpaczliwie pociągnęłam Mię za nogi, osłaniając jej drobne, przerażone ciało przed górującym nad nim panem młodym.
„Przepraszam bardzo, Preston” – błagałam, a serce waliło mi jak młotem o żebra. „Nie chciała. Próbowała tylko podnieść łyżkę, potrąciła cię…”
„Zabierz ją mi z oczu!” – wrzasnęła Vanessa, moja siostra, zbiegając po schodach, a jej designerska sukienka szeleściła agresywnie. Spojrzała na mnie z czystą nienawiścią. „Mówiłam mamie, że nie powinniśmy byli pozwolić ci zabrać na ten jacht tego dziecka, które jest pomyłką! Wszystko psujesz, Sereno! Wszystko!”
Tłum bogatych inwestorów i celebrytów zebrał się na szczycie schodów, patrząc na nas z wyrazem skrajnej, rozbawionej odrazy. Czułam, jak kilkanaście par oczu wbija mi się w skórę, osądzając „biedną, żałosną siostrę”, która nie potrafiła nawet zapanować nad swoim dzieckiem.
Wtedy ciężkie, agresywne kroki zadudniły po drewnianych schodach.
Zanim zdążyłam chwycić Mię za rękę, żeby wyjść, padł na mnie potężny cień. To był mój ojciec, Arthur. Jego twarz była czerwona jak plama, zarumieniona mieszanką drogiej szkockiej i nieskażonej furii. Występował przed Prestonem i jego elitarnymi przyjaciółmi, udowadniając, że nie będzie tolerował takiego upokorzenia ze strony swojej zhańbionej córki.
„Jesteś absolutnie bezużyteczny!” krzyknął mój ojciec, a jego głos zagłuszył ciche szepty tłumu. „Nie potrafisz nawet przez jeden wieczór kontrolować swojego dziecka bez ojca na cywilizowanym statku!”
„Nigdy jej tak nie nazywaj” – powiedziałam, a mój głos drżał z gwałtownej, opiekuńczej wściekłości. Stanęłam twardo na ziemi, patrząc ojcu prosto w oczy. „To był wypadek. Skontaktuję się z nurkami z mariny, znajdę sposób, żeby za to zapłacić…”
„Zapłacić?” zaśmiał się mój ojciec, a jego ostry, ohydny śmiech odbił się echem od kadłuba. „Jakimi pieniędzmi? Jesteś pasożytem!”
Uniósł ręce. Zobaczyłem ruch, ale mój mózg po prostu nie mógł przetworzyć myśli, że mój ojciec uderzy mnie fizycznie na oczach dwustu osób. Przygotowałem się na policzek.
Zamiast tego położył obie swoje duże dłonie płasko na moich ramionach i pchnął mnie do tyłu z całą swoją imponującą siłą.
Siła pchnięcia uniosła moje stopy w górę z wypolerowanego tekowego pokładu. Całkowicie straciłem równowagę. Ponieważ staliśmy na samym skraju rampy, za mną nie było żadnej barierki. Wyrzuciłem ramiona w powietrze, instynktownie obejmując Mię ciasno, przyciągając ją do mojej piersi, aby chronić ją przed uderzeniem.
Koziołkowaliśmy do tyłu na otwartej przestrzeni.
PLUS!