„Wprowadź protokół Ruin w logistycznym startupie Prestona Vance’a” – rozkazał Damian głosem pozbawionym litości. „Natychmiast anuluj wszystkie jego dostępy do szlaków żeglugowych. Zadzwoń do jego firmowego długu. Ponadto sprawdź rejestrację Ocean’s Pearl”.
„Sprawdzam… Panie, Ocean’s Pearl jest dzierżawiony przez pana Vance’a za pośrednictwem naszej luksusowej spółki zależnej, Blackwood Charters”.
„Wypowiedz dzierżawę ze skutkiem natychmiastowym” – rozkazał Damian. „Klient dopuścił się naruszenia zasad postępowania. Odbierz statek”.
„Zrozumiałem, proszę pana. Zrobione”.
Damian się rozłączył.
„Nie!”
Krzyk był gardłowy, surowy i pełen absolutnej rozpaczy. Preston, arogancki pan młody, który przed dziesięcioma minutami ze mnie kpił, padł na kolana na drewnianym pomoście. Powlókł się naprzód, ciągnąc swój drogi garnitur po błocie.
„Panie Blackwood, proszę! Nie może pan tego zrobić!” – zawodził Preston, a łzy spływały mu po twarzy, całkowicie pozbawiając go jakiejkolwiek godności. „Nie popchnąłem jej! To jej ojciec! Błagam pana! Jeśli odetniecie mi dostęp do statku, moja firma upadnie! A ten jacht… moi inwestorzy są na pokładzie!”
Damian spojrzał na niego z wyrazem całkowitej obojętności. „Powinieneś był sprawdzić, kto jest właścicielem oceanu, zanim wrzuciłeś do niego moją córkę. Viktor. Zmykaj z mojego statku.”
Natychmiast potężnie uzbrojony oddział taktyczny wbiegł na rampę wejściową Ocean’s Pearl.
„Wszyscy zejść ze statku! Natychmiast!” – rozległ się donośny głos Viktora.
Wybuchła panika. Bogaci inwestorzy, celebryci i moja przerażona rodzina zostali siłą wypędzeni z luksusowego jachtu niczym zwykli przestępcy. Zbiegli po rampie na zimny, błotnisty dok, a Damian i ja staliśmy z boku i patrzyliśmy, jak ich imperium płonie na popiół.
Vanessa, zdając sobie sprawę, że jej bajkowe życie bogatej żony prezesa właśnie wyparowało w ciągu trzydziestu sekund, wybuchnęła głośnym, histerycznym, ohydnym szlochem. Zbiegła po rampie, ignorując błoto, które niszczyło jej designerską suknię zaręczynową, i uklękła obok Prestona.
Moi rodzice, widząc, że przyszłość ich złotego dziecka legła w gruzach, a ich pozycja społeczna została zrujnowana, w końcu otrząsnęli się z szoku. Rzucili się na dok, ale zanim zdążyli podejść do nas na odległość półtora metra, Viktor wkroczył do akcji, kładąc ciężką dłoń na piersi Arthura i gwałtownie go odpychając.
„Sereno, proszę!” szlochała moja matka, z dłońmi złożonymi w modlitwie, a elitarna fasada została całkowicie zniszczona. „Przepraszamy! Myliliśmy się! Zrobimy wszystko! Tylko nam wybacz, proszę, powiedz mu, żeby przestał!”