W sali zapadła cisza.
„Nie” – powiedziałam, a mój głos rozbrzmiał echem jak głos sędziego odczytującego wyrok śmierci. „Kochałeś to, ile kosztowałoby cię życie u jej boku. Wybrałeś tańszą opcję”.
Zacisnął szczękę ze złości. „Nie wiesz, jak to było się nią opiekować!”
„To powiedz mi, Greg” – zażądałam, pochylając się nad stołem, a moje spojrzenie paliło go w duszy. „Opowiedz mi dokładnie, jak to było złożyć pozew o rozwód, kiedy wymiotowała krwią po chemioterapii. Opowiedz mi, jak to było patrzeć, jak kobieta, którą ślubowałeś chronić, traci tyle wagi, że spadła jej obrączka, i uznać, że to idealny moment, by opróżnić jej konto oszczędnościowe. Opowiedz mi, jak to było zarezerwować apartament dla nowożeńców, zanim jeszcze wysechł tusz na formularzach przyjęcia do hospicjum”.
Prawnik Grega zacisnął powieki w geście porażki.
Greg spojrzał na stół, a jego maska całkowicie się zsunęła, odsłaniając aroganckiego, roszczeniowego potwora. „Ona i tak już umierała” – mruknął obronnie.
David uderzył rękami w stół. „I oto jest”.
Mediacja zakończyła się dwadzieścia minut później. Prawnik Grega wyciągnął go na korytarz i wrócił z całkowitym, bezwarunkowym poddaniem się. Greg zrzekł się wszelkich roszczeń do ubezpieczenia na życie. Zrzekł się wszelkich roszczeń wobec nowo utworzonego funduszu powierniczego Sarah. Podpisał formalne wycofanie się z twierdzeń, że Sarah jest niezrównoważona psychicznie.
Kiedy pakowali teczki, spojrzałem na Grega po raz ostatni.
„Milczenie z mojej strony w przyszłości nie jest przebaczeniem, Greg” – powiedziałem chłodno. „To absolutna, trwała odraza”.
Dwa tygodnie później firma zarządzająca majątkiem Grega zwolniła go z uzasadnionych przyczyn. Firma ubezpieczeniowa ostatecznie odrzuciła jego roszczenie i przekazała jego akta do prokuratury za oszustwo elektroniczne.
Był zrujnowany. Ale moja praca dopiero się zaczynała.
Przeprowadziłem się do Juneau sześć miesięcy po śmierci córki.