Pokój zawirował jak jeden. Wszystkie oczy, setki par oczu, powędrowały w stronę Dariusza. Wyglądał jak zwierzę złapane w światła reflektorów, sparaliżowane, odsłonięte. Vanessa już próbowała dyskretnie odsunąć od niego krzesło, tworząc dystans. Jego matka wyglądała, jakby miała zemdleć.
I wtedy ogromne ekrany po obu stronach sceny, na których wyświetlano logo gali, ożyły.
To było wideo.
Odtwarzane w wysokiej rozdzielczości, krystalicznie czyste. Drżąca kamera, przenikliwy śmiech Vanessy rozbrzmiewający w najnowocześniejszym systemie nagłośnienia sali balowej, cichy, mdły odgłos, gdy moja twarz uderzyła o tort, i rozpaczliwy, rozdzierający serce krzyk mojego syna.
Tym razem nikt się nie roześmiał. W sali balowej rozległ się odgłos obrzydzenia. Cichy jęk obrzydzenia. Uprzejme uśmiechy zniknęły, zastąpione spojrzeniami pełnymi pogardy.
Film się skończył, a zszokowana twarz Dariusza zamarła na chwilę na ekranie, zanim zastąpiło ją coś innego. Seria dokumentów. Wyciągi bankowe. Numery kont zagranicznych. Sfałszowane podpisy.
Mój ojciec ponownie wystąpił naprzód, biorąc drugi mikrofon. „Wygląda na to, że innowacyjność pana Dariusza nie ogranicza się do rozwoju miast” – powiedział lodowatym głosem. „Biegły księgowy mojej firmy odkrył schemat poważnych oszustw związanych z jego projektami. Defraudacje inwestorów, nielegalne spółki-słupki… zdrady, które wykraczają daleko poza prywatne upokorzenie”.
Alistair, poruszając się z milczącym, zdecydowanym krokiem, pojawił się przy stole Dariusza i położył przed nim gruby tom akt. Pozew od kilkunastu jego inwestorów, wszystkich klientów mojego ojca, oraz zawiadomienie o federalnym śledztwie.