W lśniącym, wielopiętrowym biurze w centrum Manhattanu, młodszy analityk z działu akwizycji mojego ojca robił sobie późną nocną przerwę, bezmyślnie przeglądając swój profil w mediach społecznościowych. Nazywał się **Arthur** i był młodym mężczyzną z dbałością o szczegóły, graniczącą z obsesją. To właśnie ta cecha pozwoliła mu zdobyć tę pracę.
Zatrzymał się na filmie. Zobaczył okrucieństwo mężczyzny, upokorzenie kobiety. Prawie przewinął dalej. Ale coś przykuło jego uwagę. Gdy kobieta uniosła głowę, jej twarz była sina, na jej obojczyku pojawił się błysk złota. Był widoczny tylko przez sekundę.
Arthur, którego zadaniem było weryfikowanie firm poprzez przeglądanie tysięcy dokumentów w poszukiwaniu pojedynczej nieścisłości, zrobił to, co potrafił najlepiej. Zrobił zrzut ekranu klatki. Powiększył obraz. Poprawił ostrość obrazu, wyostrzając piksele, aż kształt stał się wyraźny.
Stylizowane „L”.