Nazywam się Nola Flores, mam trzydzieści dwa lata i jestem dowódcą w amerykańskich oddziałach Navy SEALs. Zostałam wyszkolona, by znosić lodowate fale, brak snu i presję psychologiczną, która łamie zwykłych ludzi. Ale nic w podręczniku BUD/S nie przygotowało mnie na ciszę zabytkowego kościoła episkopalnego w Wirginii.
Stałam w przedsionku, ciężkie dębowe drzwi stanowiły ostatnią barierę między mną a moją przyszłością. Powietrze było gęste od zapachu lilii i starego wosku do podłóg. Przez szparę w drzwiach widziałam ich – 142 gości. Mój wzrok przesunął się po tłumie, rozpoznając twarze, które przeszły przez piekło i wróciły ze mną. Mój zespół z Coronado siedział stoicko na krzesłach, wyprostowany. Mój sztab dowódczy z bazy morskiej w Norfolk, oficerowie w nieskazitelnych białych mundurach, wypełniali środkowe rzędy.
A potem zobaczyłam lukę.