Ale mój ojciec nie skończył. Kiedy wojna psychologiczna zawiodła, wybrał opcję nuklearną.
Był wtorek. Byłem w trakcie odprawy wywiadowczej wysokiego szczebla. W pomieszczeniu było ciemno, oświetlone jedynie monitorami. Mój wyciszony telefon zaczął gwałtownie wibrować, uderzając o stół.
Komendan Ramos przerwał odprawę. „Proszę pani?”
Spojrzałem na ekran. Policja w Norfolk. Policja w Norfolk. David. Policja w Norfolk.
Pojawił się SMS od Davida: Zadzwonił na policję. Są w domu. Proszę wracać.
Odebrałem kolejny telefon. „Komandorze Flores”.
„Proszę pani, tu oficer McCann z policji w Norfolk. Jesteśmy w pani domu. Mamy zgłoszenie… kradzieży mienia. Zgłaszający, pan Flores, twierdzi, że ukradł pan 8400 dolarów”.
Wstałem tak szybko, że moje krzesło się przewróciło. „Już jadę”.
Jechałem jak szalony, rozmywając się na tle szarej przestrzeni bazy, a moje myśli pędziły. Kradzież mienia. Oskarżenie karne może pozbawić mnie dostępu do informacji. Może skończyć się moja kariera. Próbował mnie zakuć w kajdanki.
Kiedy zatrzymałem się z piskiem opon przed domem, widok przypominał podmiejski koszmar. Trawnik skąpany był w migających czerwonych i niebieskich światłach. Sąsiedzi zaglądali przez żaluzje. A tam, na moim trawniku, stał mój ojciec. Gestykulował dziko w kierunku dwóch funkcjonariuszy, odgrywając rolę zrozpaczonego, dystyngowanego dyrektora, który zajmuje się dzieckiem-przestępcą.
David stał na ganku z założonymi rękami, niczym kamienny mur powstrzymujący.
Wyskoczyłem z samochodu, wciąż w pełnym mundurze bojowym – mundurze moro, butach i insygniach stopnia na piersi.
Ojciec mnie zobaczył. I przez ułamek sekundy uśmiechnął się złośliwie. Był to uśmieszek triumfalny. Mam cię. Spodziewał się, że będę krzyczeć. Spodziewał się córki.
Zamiast tego, miał Komendanta.