„Gra zmartwionego, spanikowanego męża dla lokalnej policji ze Scottsdale” – powiedział Marcus z wyraźną odrazą w głosie. „Powiedział interweniującym funkcjonariuszom, że Lena ostatnio zachowuje się „niestabilnie psychicznie”, że przestała brać przepisane leki i że zniknęła w środku nocy podczas epizodu maniakalnego. Aktywnie próbuje zdyskredytować jej stan psychiczny przed władzami, zanim zdąży przemówić, tworząc alibi dla jej obrażeń, jeśli zostanie odnaleziona”.
Wyjrzałam przez małe okienko w drzwiach klatki schodowej, dostrzegając pielęgniarki cicho idące korytarzem.
Pomyślałam o ciemnych, żółtych i fioletowych siniakach rozkwitających na pięknej twarzy mojej córki.
„Niech gra zmartwionego, kochającego męża” – powiedziałam, a mój głos stał się lodowaty. „Zapakuj całą dokumentację finansową, Marcus. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, numery rozliczeniowe, sfałszowane podpisy. Wszystko”.
„Gdzie chcesz to wysłać, Pat?”
„Wyślij całe dossier bezpośrednio do agenta specjalnego odpowiedzialnego za sprawę w biurze terenowym FBI w Phoenix” – rozkazałem. „Powiedz im, że detektyw Pat Calder ma w pełni współpracującego świadka głównego, gotowego zeznawać w sprawie masowej operacji prania brudnych pieniędzy prowadzonej przez syndykat. I powiedz im, że potrzebuję silnie uzbrojonej grupy szturmowej, która spotka się ze mną w rezydencji Erica Vance’a dokładnie za dwie godziny”.
4. Nalot na sanktuarium
Nie jechałem moim nieoznakowanym radiowozem. Pojechałem swoim prywatnym, poobijanym pick-upem do nieskazitelnego, ultramodernistycznego domu Erica na zamkniętym osiedlu Scottsdale.
Nie miałem na sobie munduru ani sprzętu taktycznego. Miałem na sobie wyblakłe dżinsy i lekko pognieciony kardigan. Wyglądałem dokładnie jak roztrzęsiona, emocjonalna, cywilna teściowa, którą spodziewał się łatwo manipulować i zbywać.
Agresywnie zaparkowałem ciężarówkę na środku jego okrągłego, nieskazitelnego, ceglanego podjazdu.
Podszedłem do masywnych, wykonanych na zamówienie dębowych drzwi wejściowych i zacząłem walić w nie pięściami, pozwalając panice i desperacji, które czułem dwie noce temu, ponownie wniknąć w moje zachowanie.
Chwilę później ciężkie drzwi się otworzyły.
Eric stał w holu. Był idealnie zadbany, miał na sobie drogi kaszmirowy sweter i dopasowane spodnie. Jego twarz natychmiast zamieniła się w maskę… wyćwiczony, pełen żalu, bolesny niepokój.
„Pat! Dzięki Bogu, że jesteś” – wyszeptał Eric, robiąc krok naprzód i wyciągając ręce, jakby chciał mnie przytulić. Brzmiał na niesamowicie ulżonego. „Wiesz coś o Lenie? Policja szuka jej wszędzie od wczoraj. Po prostu zniknęła. Jestem chory ze zmartwienia. Nie spałem”.
„Przestań pieprzyć, Eric” – powiedziałam, a mój głos celowo drżał, gdy odepchnęłam jego dłonie i przeszłam obok niego, wchodząc do przestronnego, wyłożonego marmurem holu jego domu. Chciałam nakarmić jego ogromne, aroganckie ego. Chciałam, żeby pomyślał, że jestem histeryczną, bezradną matką, reagującą wyłącznie emocjonalnie. „Dokładnie wiem, co jej zrobiłeś. Jest w szpitalu”.
Eric przestał grać zmartwionego męża.
Smutna maska natychmiast opadła, rozpływając się, odsłaniając zimny, arogancki, socjopatyczny uśmieszek. Powoli zamknął ciężkie drzwi wejściowe, a szczęk zamka rozniósł się echem po cichym domu. Oparł się o drewno, wygodnie krzyżując ramiona na piersi.