Czuł się całkowicie bezpiecznie. Był w swoim wielomilionowym sanktuarium, twarzą w twarz ze starzejącą się, emocjonalną kobietą.
„No cóż” – zadrwił Eric, a jego głos osłabł, stając się ostry i lekceważący. „Jeśli jest w szpitalu, to dlatego, że spadła ze schodów podczas jednego ze swoich histerycznych, maniakalnych ataków. Wiesz, jaka jest niesamowicie niezdarna i niezdarna, kiedy odmawia brania leków, Pat.”
Zrobił powolny krok w moją stronę, górując nade mną, wykorzystując swoją fizyczną posturę, by mnie zastraszyć.
„Jestem jej prawnym pełnomocnikiem medycznym i mężem” – kontynuował płynnie Eric, rozkoszując się swoją pozorną władzą. „Do jutra rano zadzwonię do administracji szpitala, żeby formalnie przenieśli ją do bezpiecznego, prywatnego ośrodka psychiatrycznego. Oczywiście dla jej własnego bezpieczeństwa. Najwyraźniej nie jest przy zdrowych zmysłach”.
„Straciła dziecko, Eric” – wyszeptałem, wpatrując się prosto w martwe, nieczułe oczy mężczyzny.
onster.
Nie drgnął. Nie westchnął. A wręcz się zaśmiał.
To był niski, suchy, przerażający dźwięk, który przeszył mnie na wskroś.
„Dobrze” – powiedział Eric, a absolutna, zapierająca dech w piersiach brutalność tego stwierdzenia unosiła się w powietrzu. „Nie zamierzałem pozwolić, żeby jakiś wrzeszczący bachor związał mnie z histeryczną, niestabilną kobietą, która zadaje o wiele za dużo pytań o moje konta bankowe i podróże służbowe”.
Przechylił głowę, a na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech.
„Nie możesz niczego udowodnić, Pat” – zadrwił Eric, a jego arogancja całkowicie go zaślepiła. „To moje słowo, słowo szanowanego, bogatego biznesmena bez kryminalnej przeszłości, przeciwne słowu niezrównoważonej, „chorej psychicznie” kobiety. Jesteś tylko zmarnowanym, lokalnym policjantem miejskim. Nie masz tu żadnej jurysdykcji. Jeśli spróbujesz mnie aresztować za awanturę domową, każę moim prawnikom odebrać ci odznakę, emeryturę i życie przed kolacją”.
Nie krzyczałam na niego. Nie sięgnęłam po broń służbową.
Sięgnęłam do kieszeni pogniecionego kardiganu.
Wyciągnęłam ciężką, złotą tarczę detektywa przyczepioną do skórzanej smyczy. Powoli zarzuciłam ją na szyję, opierając dokładnie na środku klatki piersiowej.
Nie krzyczałam. Uśmiechnęłam się.