„Bili ją przez trzy godziny” – powiedziałam. Mój głos nie był krzykiem, tylko głuchym, chrapliwym szmerem.
„To młodzi ludzie z bardzo świetlaną przyszłością, Sarah” – odparł lekceważąco Vance, wyciągając drogie pióro wieczne. „Nie rujnuj sobie życia, walcząc z ludźmi, którzy dosłownie rządzą sądami w tym stanie. Bierz pieniądze. Spłać swój mały sklepik. Wracaj do swoich kwiatów”.
Wyciągnęłam rękę. Moje zrogowaciałe opuszki palców musnęły zimny, ciężki pergamin umowy o zachowaniu poufności. Nie podpisałam się. Wzięłam jego długopis i napisałam na odwrocie umowy pojedynczą sekwencję cyfr, a potem odłożyłam go z powrotem.
„Wynoś się” – wyszeptałam.
Vance prychnął, zamykając teczkę. „Popełnia pani straszny błąd, pani Thorne. Jeszcze się do pani odezwiemy”.
Gdy Vance wyszedł za drzwi, święcie przekonany, że mój smutek w końcu ustąpi miejsca jego książeczce czekowej, podszedłem do małej torby podróżnej, którą przywiozłem z domu. Sięgnąłem pod podwójne dno i wyciągnąłem ciężki, szyfrowany telefon satelitarny. Wykręciłem sekwencję cyfr, którą właśnie wpisałem w kontrakcie Vance’a – numer, który nie był aktywny od jedenastu lat.
Połączenie połączyło się z zaszyfrowanym sykiem.
„Tu Raven” – powiedziałem w martwą przestrzeń, głosem całkowicie pozbawionym emocji. „Potrzebuję pełnej dokumentacji operacyjnej Sterling Pack. Zaczynam działać. Kod: Blackout”.
Cień Kruka
Piwnica pod moim przytulnym podmiejskim domem nie widziała światła dziennego od dekady. Nie była to przechowalnia starych zimowych płaszczy ani sprzętu ogrodniczego; to była klatka Faradaya.
Siedziałem w blasku trzech monitorów wysokiej rozdzielczości, a niebieskie światło odbijało się w moich tęczówkach. Nie układałam już oddechu dziecka. Chirurgicznie analizowałam zaszyfrowane dane bankowe Juliana Sterlinga. Pliki, o które prosiła Raven, dotarły w ciągu godziny. „Stado Sterlinga” składało się z czterech nietykalnych spadkobierców: Leo Sterlinga, alfy; Granta, mięśniaka; Chloe, socjopatycznej cheerleaderki; i Toby’ego, pochlebcy, który zawsze filmował ich wyczyny.
Moje palce śmigały po mechanicznej klawiaturze z pamięcią mięśniową, która mnie przerażała. Kilkoma naciśnięciami klawiszy ominęłam zaporę sieciową Sterling Global. Zlokalizowałam zagraniczny rachunek o wartości czterdziestu milionów dolarów – niezarejestrowane, nielegalne fundusze przeznaczone na przekupywanie zagranicznych urzędników. Przekierowałam całą sumę do niewykrywalnej sieci organizacji humanitarnych w Europie Wschodniej.
„Pierwszy etap zakończony” – wyszeptałam do pustego pokoju.