Hałas w tle stanowił jaskrawy kontrast z rozpaczliwymi krzykami w mojej głowie. Słyszałem elegancki, rytmiczny plusk fal oceanu, brzęk kryształowych kieliszków do szampana i zespół smooth jazzowy grający skoczną melodię.
„Klaro, kochanie!” – głos Beatrice rozbrzmiał z głośnika, bełkotliwy od drogiego, rocznikowego wina i ociekający arogancką euforią. „Po prostu nie uwierzysz, jaką noc spędzamy na tym jachcie! Morze Śródziemne jest boskie!”
„Mamo” – wyszeptałam, a gardło rozdarł mi ochrypły, urywany szloch. „Mamo, posłuchaj mnie. Leo umiera. Jest w szoku anafilaktycznym. Jesteśmy uwięzieni na wyspie, a ja potrzebuję natychmiast pięćdziesięciu tysięcy dolarów na helikopter Medevac, żeby uratować mu życie. Fundusz ratunkowy jest pusty. Gdzie są pieniądze?!”
Beatrice westchnęła ciężko, dramatycznie. Brzmiało to jak głęboka irytacja, jakbym przerwała film, żeby poskarżyć się na stłuczony palec u nogi.
„Klaro, proszę, przestań tak histeryzować” – zbeształa mnie Beatrice, a jej głos ociekał łzami.
– ping z protekcjonalnością. „Jesteśmy na ekskluzywnej aukcji VIP na pokładzie głównym. Daphne próbuje zwrócić na siebie uwagę miliardera technologicznego z Genewy i koniecznie potrzebowała czegoś spektakularnego. Wygraliśmy zapierający dech w piersiach naszyjnik z diamentami. To naprawdę inwestycja”.
Wzrok zamglił mi się z powodu gorącej, oślepiającej furii. „Ukradłaś sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów z funduszu awaryjnego na naszyjnik?! Podczas gdy mój syn się dusi?!”.
Z głośnika dobiegł kolejny głos, piskliwy i chichoczący. To była Daphne.
„Mamo, powiedz jej, żeby naprawiła tę głupią kartę kredytową!” krzyknęła Daphne, nachylając się do telefonu. „Konsjerż jachtu twierdzi, że transakcja dotycząca podatku od luksusu została zastrzeżona! Nie stracę tego diamentu przez błąd bankowy!”
„Słyszałaś swoją siostrę, Claro” – powiedziała spokojnie Beatrice, przywracając ton do tonu biznesowego. „Naszyjnik kosztował sto pięćdziesiąt dolarów, ale musimy zapłacić dwadzieścia tysięcy dolarów międzynarodowego podatku od luksusu, zanim pozwolą nam go zabrać z sejfu. Natychmiast przelej dwadzieścia tysięcy na konto Daphne. Wstrzymują toast szampanem”.
„Mamo… proszę” – wyszeptałam łamiącym się głosem. Błagałam. Klęczałam, metaforycznie błagając o życie mojego dziecka. „To twój wnuk. Umrze, jeśli nie zdobędę tego helikoptera. Proszę, powiedz domowi aukcyjnemu, że popełniłaś błąd. Wypłać pieniądze”.
„Clara, wystarczy” – warknęła Beatrice, a jej głos stał się lodowaty i okrutny. „To nie mój wnuk. To sierota, którą wzięłaś z domu dziecka, bo nie mogłaś znaleźć męża. Po prostu adoptowała. Jeśli wydarzy się najgorsze, możesz po prostu adoptować kolejnego. A teraz przestań psuć nam podróż, przestań być samolubna i przelej te dwadzieścia tysięcy dolarów, żeby Daphne nie wyszła na idiotkę przed tym miliarderem”.