„Clara! Clara, odpowiedz mi, ty psychopatko!” Głos Daphne wrzeszczał z głośnika. Nie był to arogancki, chichoczący głos z poprzedniej nocy. To był przenikliwy, hiperwentylujący jęk absolutnej, nieskażonej paniki.
„Cześć, Daphne” – powiedziałem, ledwo słyszalny szept, który rozbrzmiał cicho w cichym szpitalnym korytarzu.
„Co zrobiłaś?!!” krzyknęła, histerycznie szlochając. „Ochrona statku dosłownie wywlekła nas dziś rano z łóżek! Spakowali nasze bagaże i wyrzucili z jachtu w porcie w Amalfi! Powiedzieli, że rezerwacja została anulowana! A dom aukcyjny… wysłali uzbrojonych strażników do portu, żeby skonfiskowali diament! Powiedzieli, że nasza płatność nie została zrealizowana!”
W tle słyszałem chaotyczne odgłosy włoskiego portu morskiego – mewy, syreny promów i gwar turystów. Stali na nabrzeżu, otoczeni przez
y bagaż Louis Vuitton, całkowicie wygnany.
„Mówiłam ci, że potrzebuję tych pieniędzy, żeby uratować syna” – odpowiedziałam gładko. „Wybrałaś naszyjnik. Więc odebrałam pieniądze”.
Głos Beatrice nagle się przerwał, spanikowany i drżący z przerażenia. „Clara, proszę! Karty kredytowe odrzucają! Próbowaliśmy zarezerwować hotel, a recepcja powiedziała, że karty zgłoszono jako skradzione! Próbowaliśmy sprawdzić nasze loty powrotne, a linie lotnicze stwierdziły, że bilety są nieważne! Nie mamy ani jednego euro w gotówce! Jesteśmy w obcym kraju!”
„Jesteś we Włoszech, mamo” – poprawiłam ją. „O tej porze roku jest pięknie. Jestem pewna, że miliarder, na którego Daphne próbowała zrobić wrażenie, pozwoli ci spać na swojej podłodze”.
„Przestań! Przestań być mściwa!” – zawodziła Daphne. „Zadzwońcie do linii lotniczych! Kupcie nam bilety do domu natychmiast! Siedzę na walizce na brudnym pomoście, ludzie się na nas gapią! Jak mamy jeść? Jak mamy wrócić do Chicago?!
„Rodzina” – powiedziałam, obniżając głos o oktawę, ciężki od zimnej, nieprzeniknionej ostateczności – „pojawia się, gdy dziecko umiera. Rodzina nie mówi przerażonej matce, że jej syn jest „właśnie adoptowany” i można go zastąpić, podczas gdy oni opróżniają siatkę bezpieczeństwa na biżuterię.”
„Spanikowaliśmy! Nie myśleliśmy trzeźwo!” – krzyknęła Beatrice, w końcu uświadamiając sobie ogrom swojej katastrofy.
„Ja też nie” – skłamałam. „Wysłałam ci dolara, Daphne. Kup koło ratunkowe. Ciesz się pływaniem.”