„Maro, możemy to naprawić” – powiedział.
Położyłam przed nim teczkę.
„Już załatwione”.
„A mieszkanie?” – zapytał.
„Było moje przed ślubem”.
Zapomniał.
Rok później siedziałam w samolocie, bez obrączki na palcu, bez ciężaru na ramionach. Na moim telefonie pojawiła się wiadomość.
„Twoja teczka poręczyciela została zamknięta”.
Uśmiechnęłam się.
Ten lot do Madrytu mnie nie złamał.
Uwolnił mnie.