Byli uwięzieni w piekle, które sami stworzyli, w klatce o wiele mniejszej i o wiele okrutniejszej niż ta, do której próbowali mnie wsadzić.
Kilometry stąd, z dala od brudu i rozpaczy miasta, promienie słońca spływały po bujnych, bezkresnych, szmaragdowozielonych trawnikach Sterling Estate.
Siedziałam na rozległym, skąpanym w słońcu kamiennym tarasie, ubrana w wygodny kaszmirowy sweter i lniane spodnie. Popijałam herbatę Earl Grey z delikatnej porcelanowej filiżanki. Na szklanym stole obok mnie leżała ogromna sterta dokumentów dotyczących przejęć i fuzji, już podpisanych i podpisanych. Pod moim kierownictwem akcje Sterling Global wzrosły o dwadzieścia procent.
Podniosłam wzrok znad stołu i uśmiechnęłam się.
Na rozległym trawniku Liam pobierał cotygodniowe lekcje jazdy konnej. Siedział dumnie na pięknym, łagodnym kucyku walijskim, w specjalnie zaprojektowanym kasku, głośno się śmiejąc, gdy instruktor oprowadzał go po padoku. Jego twarz była jasna, radosna i całkowicie wolna od duszącego, pasywno-agresywnego napięcia, które wypełniało nasz stary, malutki dom. Rozkwitał w otoczeniu zbudowanym na absolutnym bezpieczeństwie i miłości.
Nie czułam już mściwości, patrząc na śmiech mojego syna. Nie czułam palącej potrzeby zemsty. Czułam jedynie głęboki, niezachwiany spokój.
Wykorzystałam swój majątek nie tylko po to, by zniszczyć moich oprawców, ale jako ostateczną, nieprzeniknioną tarczę, gwarantującą, że moje dziecko nigdy nie będzie narażone na toksyczne, kontrolujące środowisko, w którym dorastał jego ojciec. Chroniłam moje szczenię i zdecydowanie, bezbłędnie wygrałam tę wojnę.
Powoli popijałam herbatę, czując ciepło słońca na twarzy, całkowicie, błogo nieświadoma, że desperacki, wielostronicowy, ręcznie napisany list od Ethana leży właśnie w kancelarii pocztowej głównej siedziby Sterling Global w centrum miasta. Był to żałosny, upokarzający apel o wybaczenie i pomoc finansową.
To był list, który mój asystent miał zamiar wrzucić prosto do niszczarki przemysłowej bez chwili wahania, całkowicie i na zawsze wymazując jego istnienie z mojej rzeczywistości.
Rozdział 6: Widok ze szczytu
Dwa lata później.
Był rześki, tętniący życiem piątkowy wieczór pod koniec listopada. Miasto tętniło energią, ulice były śliskie od niedawnego deszczu, w którym odbijały się neony
Dzielnica finansowa niczym kalejdoskop.