– Pani Wilson, proszę podpisać tutaj to oświadczenie.
Pracownica biura przesunęła w moją stronę plik dokumentów.
Wzięłam je i zaczęłam przeglądać. Na pierwszej stronie widniał napis: „Dobrowolne oświadczenie o zrzeczeniu się praw do nieruchomości”. Poniżej wymieniono trzy domy: duży apartament w zachodniej części miasta, dom w starej dzielnicy szkolnej i lokal nad rzeką.
Każda z tych nieruchomości została kupiona za pieniądze, które ja i Richard zaoszczędziliśmy po ślubie. Każda była zapisana na Ethana. Kiedy braliśmy rozwód, nie walczyłam o nie ani niczego nie żądałam, bo Ethan wziął mnie za rękę i powiedział:
– Mamo, zostaw domy zapisane na mnie. W ten sposób cię ochronię i nie pozwolę, żeby tata wszystko zagarnął.

Część 2.
Gdy myślę o tym teraz, przypominam sobie, że tamtego dnia miał czerwone oczy i drżący głos.
Naprawdę świetnie to zagrali.
Przekartkowałam dokument aż do ostatniej strony. Zrzeczenie się miało zostać podpisane w dwóch kopiach: jednej do archiwum i jednej dla „beneficjenta transferu”.
W rubryce „beneficjent” widniało nazwisko: Richard Wilson.
– Jeśli skończyłaś czytać, podpisz – powiedział Ethan. Siedział obok mnie z założonymi nogami, wpatrzony w telefon.
Nie poruszyłam się. Podniósł głowę.