– Mamo?
– To… – Wskazałam na tę linijkę. – Dlaczego beneficjentem jest twój ojciec? Nie mówiłeś, że zatrzymanie domów na twoje nazwisko będzie najbezpieczniejsze?
Ethan zaciął się na mniej niż sekundę, po czym natychmiast odpowiedział:
– Mamo, to nie jest żadne przekazanie tacie. To tylko procedura. Nie myśl o tym za dużo.
Spojrzałam na niego. Nie odważył się odwzajemnić spojrzenia i wyjrzał przez okno.
Właśnie w tym momencie szklane drzwi kancelarii otworzyły się. Wszedł Richard, a tuż za nim Olivia Parker.
Miała na sobie kremowy, wełniany płaszcz. Na szyi lśnił naszyjnik: wisiorek z ciemnozielonego jadeitu. Rozpoznałam go natychmiast.
To był prezent na naszą dziesiątą rocznicę ślubu. Richard podarował mi go, mówiąc, że sprowadził go specjalnie z Birmy. Dzień później zauważyłam, że naszyjnik zniknął. Przewróciłam cały dom do góry nogami, ale go nie znalazłam. On twierdził, że pewnie sama go zgubiłam i wykrzyczał mi moją dekoncentrację.
Teraz wisiał na szyi Olivii.
– O, pani Wilson też tutaj jest. – Olivia uśmiechnęła się do mnie. Jej głos był identyczny jak w wiadomości głosowej: mdły aż do znudzenia.
Richard rzucił mi beznamiętne spojrzenie, po czym podszedł prosto do notariusza zapytać o procedurę. Jakbym była obcą osobą. Nie. Wobec obcych bywał nawet bardziej uprzejmy.
– Pani Wilson, powinna pani podejść do tego z większym dystansem – Olivia przechyliła głowę, uśmiechnęła się i przysunęła krzesło, by usiąść naprzeciwko mnie. – Pani i Richard rozstaliście się polubownie. Niech pani nie będzie taka uparta. Gdy tylko pani podpisze, wszystkim będzie lepiej.
Pogładziła jadeitowy wisiorek, zatrzymując na nim dłoń przez kilka sekund. – Ten jadeit jest naprawdę piękny. Richard ma świetny gust.
Patrzyłam na kamień. Nic nie powiedziałam. Ethan lekko kaszlnął.
– Mamo, nie marnuj wszystkim czasu. Podpisz.
– Doskonale wiem, co oznacza podpisanie tego dokumentu. – Cofnęłam rękę znad pliku papierów i oparłam się o oparcie krzesła. – Nie podpiszę.
Twarz Ethana natychmiast stężała. Pochylił się w moją stronę i zniżył głos:
– Mamo, nie rób głupstw. Domy i tak są już zapisane na mnie. To, czy podpiszesz, czy nie, nic nie zmienia. Ale jeśli tego nie zrobisz, stawiasz wszystkich w trudnej sytuacji.
– W trudnej sytuacji? – Uśmiechnęłam się. – Kogo konkretnie?