Wpatrywałam się w nią. Sylaby uderzały mnie w pierś niczym rzucone kamienie brukowe, ciężkie i ostre. „To jest matematycznie niemożliwe”.
Dr Petrova nie sprzeciwiła się. Po prostu kliknęła myszką. Na ekranie pojawiło się zdjęcie z odprawy bezpieczeństwa.
To był Garrett. Siedział na tym samym beżowym krześle w poczekalni, które zajmowałam niecałą godzinę temu. Jego muskularne ramię oplatało kurczowo ciemnowłosą kobietę z wydatnym, niezaprzeczalnie widocznym brzuchem w trzecim trymestrze. Uśmiechał się szeroko – tym samym promiennym, dołeczkowym uśmiechem, którym obdarzył mnie, gdy wyszłam z łazienki szlochając z pozytywnym wynikiem testu ciążowego.
Mój mąż. Mężczyzna, który pocałował mnie w czoło o 6:00 rano, przepraszając obficie, że nagła „nagły wypadek na trasie” w jego pracy jako dystrybutora napojów sprawiła, że nie mógł trzymać mnie za rękę podczas badania w dwunastym tygodniu ciąży.
Wpatrywałam się w świecące piksele, aż obraz rozmazał mi się w wodnistą smugę. Powietrze w pokoju zrobiło się duszno rozrzedzone.
Dr Petrova pochyliła się nad biurkiem, a jej ciemne oczy wpatrywały się w moje z przerażającą intensywnością. „Ma cię odebrać z holu dokładnie za dwadzieścia minut, Meline. Myślę, że musisz zebrać swoje rzeczy i opuścić ten budynek. Natychmiast”.
Rozdział 2: Szpieg w Chevrolecie Equinox
Wypłynęłam tylnym wyjściem dla pracowników kliniki niczym widmo. Odblokowałam sedana, wsiadłam na fotel kierowcy i wpatrywałam się tępo w skórzaną kierownicę. Musiałam pokonać drogę powrotną do naszego wspólnego domu w Wilmington w stanie Delaware, w pełni świadoma, że kiedy Garrett przekroczy próg tego wieczoru, będę gotować kolację dla zupełnie obcej osoby.