„Ona nie wychodzi, panie Vance” – powiedział dr Aris, wychodząc zza zasłony, blokując Travisowi drogę własnym ciałem. „I ty też nie”.
Oczy Travisa zwęziły się w niebezpieczne szparki. Zacisnął pięści. „Słucham? Jestem jej ojcem. Mam prawną opiekę. Nie możecie trzymać tu mojego dziecka wbrew mojej woli”.
„Właściwie, proszę pana, mogę” – stwierdził dr Aris, a jego głos brzmiał z absolutnym, klinicznym autorytetem. „Zgodnie z prawem stanowym, jako osoba upoważniona do zgłaszania, powołuję się na doraźną opiekę medyczną z powodu podejrzenia, bezpośredniego i poważnego znęcania się nad dzieckiem”.
„Znęcanie się?! – krzyknął Travis, a jego twarz pokryła się rumieńcem. Rzucił się w stronę łóżka, próbując przepchnąć się obok lekarza i wyciągając do mnie rękę. „Sarah, proszę go nie słuchać! On zwariował! Upadła! Wie pani, że jest niezdarna! Potknęła się o dywan!”
„Zapalenie dróg oddechowych Lucy nie jest spowodowane upadkiem, panie Vance” – powiedział dr Aris, a jego głos podniósł się, dominując w sali. „To wynik długotrwałego, obustronnego ucisku tchawicy. Uduszenia. Złożyłem już zdjęcia z badań kryminalistycznych w Child Protective Services, a oni przyjęli tymczasową opiekę doraźną”.
Arogancka, kontrolująca fasada Travisa całkowicie się rozpadła. Zdał sobie sprawę, że pułapka została zastawiona. Spojrzał na mnie, a w jego oczach walczyły desperacja i furia.
„Sarah, powiedz mu!” – ryknął Travis, wskazując na mnie. „Powiedz mu, że upadła! Powiedz mu prawdę!”
Powoli wstałam ze stołka. Nie cofnęłam się. Spojrzałam w oczy potwora, którego poślubiłam.
„Znam prawdę, Travis” – powiedziałam głosem zimnym jak ciekły azot. Wyciągnęłam rękę i delikatnie odciągnęłam wenflon i rurkę tlenową Lucy poza jego zasięg, osłaniając córkę swoim ciałem. „Dokładnie wiem, kim jesteś. I wiem, co zrobiłaś w Seattle”.
Travis zamarł. Krew natychmiast odpłynęła mu z twarzy, sprawiając, że wyglądał dokładnie tak samo jak Elena, gdy po raz pierwszy wszedł do pokoju.
Zanim Travis zdążył zrobić kolejny krok, zanim zdążył skłamać lub spróbować uciec, ciężkie, podwójne drzwi za nim otworzyły się z hukiem.
Dwóch umundurowanych policjantów i detektyw w cywilu, w asyście trzech potężnych ochroniarzy szpitalnych, weszło do pokoju, całkowicie blokując wyjście.
5. Wycięcie potwora
Detektyw w cywilu, kobieta o bystrym spojrzeniu i rzeczowej postawie, zrobiła krok naprzód, wyciągając zza paska ciężkie, stalowe kajdanki.
„Travis Vance” – powiedziała detektyw, a jej głos przeciął napiętą atmosferę sali operacyjnej. „Jesteś aresztowany za usiłowanie zabójstwa i znęcanie się nad dzieckiem Lucy Vance”.
Travis zatoczył się do tyłu, unosząc ręce w obronnym, spanikowanym geście. „To szaleństwo! To błąd! Upadła!” Moja żona wpada w histerię, zmyśla!
„Mamy też nakaz aresztowania pana do czasu ekstradycji” – kontynuował nieustępliwie detektyw, chwytając Travisa za prawą rękę i wykręcając mu ją siłą za plecy. „Departament Policji w Seattle został powiadomiony o pańskim miejscu pobytu i jest niezwykle zainteresowany ponownym otwarciem nierozwiązanej sprawy śmierci pańskiego pasierba”.
Travis walczył. Rzucał się gwałtownie na funkcjonariuszy, krzycząc wulgaryzmy, a jego twarz wykrzywiła się w maskę dzikiej, desperackiej wściekłości.
„Sarah, ty głupia suko!” – ryknął Travis, ślina leciała mu z ust, gdy funkcjonariusze położyli go twarzą do dołu na linoleum. Ciężkie stalowe kajdanki zatrzasnęły się, głośno odbijając się echem od jego kłamstw. „Beze mnie jesteś niczym! Nigdy nie przeżyjesz sama! Wrócisz do mnie czołgając się i błagając o pomoc!”
Stałem zupełnie nieruchomo, patrząc, jak funkcjonariusze stawiają na nogi miotającego się i wrzeszczącego mężczyznę.
„Wolę patrzeć, jak gnijesz” – powiedziałem cicho, wpatrując się w niego z zapartym tchem.
Wbiłam mu się w oczy.