„Nie chcę jej ukrywać na dziś wieczór” – powiedziałam martwym, płaskim głosem, całkowicie pozbawionym strachu. „Chcę wezwać policję. Chcę, żeby natychmiast skontaktowano się z policją w Seattle. I chcę, żeby był w klatce”.
Dr Aris skinął głową raz, energicznym, zdecydowanym ruchem. Wstał i wyciągnął radio zza paska.
„Ochrona” – odezwał się dr Aris do radia. „Tu dr Aris z sali operacyjnej nr 4. Kod Niebieski-Jedenaście potwierdzony. Potrzebujemy natychmiastowej interwencji lokalnej policji. Wymagana jest uzbrojona reakcja. Podejrzany przebywa obecnie na terenie szpitala, monitorowany przez sanitariusza Marcusa z sekcji.
tor G.”
Przez następne osiem minut na sali urazowej panował bezgłośny, skoordynowany ruch. Elena regulowała monitory Lucy, upewniając się, że jest całkowicie stabilna i czuje się komfortowo. Dr Aris zebrał dowody medyczne, wykonując specjalistyczne zdjęcia o wysokiej rozdzielczości, wykonane techniką kryminalistyczną obustronnych siniaków na szyi Lucy.
Siedziałem przy łóżku Lucy, z dłonią spoczywającą ochronnie, nieruchomo na jej drobnej klatce piersiowej, czekając.
Dokładnie po dziewięciu minutach, ciężki elektroniczny zamek w podwójnych drzwiach zatrzasnął się, zdalnie odblokowany przez recepcję.
Drzwi się rozsunęły.
Travis wszedł z powrotem do pokoju. Nie wyglądał już na mężczyznę odgrywającego jakąś rolę. Wyglądał na wściekłego. Maska lekko zirytowanego ojca całkowicie opadła, odsłaniając agresywnego, kontrolującego drapieżnika.
„Nie potrzebowali mojego podpisu” – warknął Travis, wpatrując się w dr Aris. „Recepcjonistka przy recepcji powiedziała, że absolutnie nie ma pojęcia, o czym pan mówi. To niedorzeczne. Jesteś niekompetentna.
Zwrócił na mnie swoje płonące oczy.
„Przynieś jej płaszcz, Sarah” – rozkazał Travis niskim, groźnym warknięciem. Wskazał palcem na drzwi. „Wychodzimy. Natychmiast. Wyciągam ją z tego szpitala wbrew zaleceniom lekarza. Jutro zabiorę ją do kliniki”.
Zrobił krok w stronę łóżka.