Nie dlatego, że nie chciał.
Ale dlatego, że ból musi przeniknąć całe ciało, zanim stanie się słowami.
W końcu położył dłoń na głowie mojego brata.
„Wybaczam ci, synu”. Ale teraz będziesz musiał każdego dnia udowadniać, że zasługujesz na to przebaczenie.
Tomasz zapłakał jeszcze mocniej.
„Udowodnię to. Nawet jeśli zajmie mi to resztę życia”.
I tak zrobił.
Nie od razu.
Nie pięknymi słowami.
Czynami.
Następnego ranka to on wstał wcześnie, żeby zrobić kawę.
To on zawiózł moją mamę do reumatologa, którego wizytę dwa razy przekładano.
To on wezwał fachowca, żeby naprawił przecieki w sypialni rodziców.